„ Hania”

      Była urodziwą, mądrą i dobrą kobietą. Mówię o niej w czasie przeszłym, ponieważ Hania zmarła w czerwcu 2008 roku. Miałam przyjemność poznać Ją, powiem więcej pokochać, szczerą, bezinteresowną miłością.
Poznałyśmy się trzy lata temu, za sprawą rozmowy telefonicznej. Kiedy opublikowano w izraelskiej gazecie moje opowiadanie o włocławskim Żydzie Lucjanie Kalmanowiczu, mieszkającym obecnie w Paryżu, Hania, prenumerująca tą polskojęzyczną gazetę zorientowała się, że bohaterem tegoż opowiadania jest jej kolega z dziecięcych lat, mieszkaniec tego samego budynku przy ulicy Kaliskiej, przyjaciel z młodości, którego nie widziała, ani o nim nie słyszała od przeszło sześćdziesięciu lat. Ich ostatnie spotkanie miało miejsce w 1939 roku, kiedy to wraz z rodzinami udali się do Warszawy, opuszczając rodzinne miasto Włocławek przed nadchodzącymi siłami wroga.
Zadzwoniła więc Hania do redakcji owej gazety z prośbą o kontakt z autorką opowiadania, które nosiło tytuł: ”Sentymentalne opowieści”. Po południu w moim mieszkaniu zadzwonił telefon a ja usłyszałam w słuchawce mocny i dobitny głos starszej kobiety mówiącej po polsku z domieszką słów hebrajskich. Tak nawiązała się między nami znajomość, która przekształciła się w przyjaźń. Rozmawiałyśmy często. Było nas troje. Ja, Hania i Lucek. Bardzo cieszyłam się, że doprowadziłam do odnalezienia się dwojga bliskich sobie ludzi. Także oni byli zadowoleni , o czym wielokrotnie mi mówili. Wzruszeń nie było końca. W 2006 roku wybierałam się do przyjaciół w Izraelu. Oczywiście, Hania zażądała, abym ją odwiedziła. Zrobiłam to z wielką przyjemnością. Tyle miałyśmy sobie do powiedzenia. Opowiadała mi o swoim obecnym życiu, rodzinie, kraju. Wspominała swoje rodzinne miasto w Polsce, beztroskie, piękne lata spędzone w naszym kraju i przyjaźń z Luckiem. Mieli wówczas po siedemnaście lat, cudowne plany, marzenia, które niczym chmurka uleciały w niepamięć i zapomnienie wraz z wybuchem II Wojny.
Chwaliła się wnukami, pokazywała zdjęcia.. Nie mówiła jednak nic na temat Holokaustu. Do dziś pamiętam Jej słowa, że Shoah może zrozumieć tylko ten, kto go doświadczył.
- Jesteś za młoda, by to zrozumieć kochana
– powiedziała do mnie.
Te słowa głęboko zapadły mi w pamięci. Przyjaciele zawsze mnie pytają , dlaczego piszę o Holokauście, to takie straszne. Właśnie dlatego, że mnie przeraża, chcę ten temat drążyć, poznawać i mówić o nim ku przestrodze dla innych. Jestem młoda, jednak zło, krzywda ludzka, bestialstwo i mord przerażają mnie tak mocno jak każdego wrażliwego, normalnego człowieka.
A więc Hania nie poruszała tego tematu, ja nie pytałam. Wiedziałam od Lucjana, że była w obozie Auschwitz-Birkenau, a potem w Bergen-Belsem. Znałam wiele wydarzeń z tych wstrząsających przeżyć właśnie z relacji Lucka, jednak zachowywałam stosowne milczenie. Patrzyłam w Jej piękne niebieskie oczy i zastanawiałam się, jak bardzo życie doświadczyło Ją i wszystkich prześladowanych przez Niemców Żydów. Myślałam jak bardzo cierpiała. Serce moje płakało rzewnymi łzami.
Pozostawiłam Hani moje opowiadania, reportaże, eseje, wiersze na temat zagłady Żydów.
Po moim powrocie do domu Hania zadzwoniła i zaczęła się otwierać. Powoli, stopniowo. Wiele Ją to kosztowało. Głos Jej się załamywał podczas wspominania okropnych przeżyć. Mówiła dalej…..

Hania

      Co miesiąc wysyłałam Hani krzyżówki. Była mistrzynią w ich rozwiązywaniu. Doskonale pisała i czytała po polsku. Hebrajski znała tylko w mowie.
Potem poprosiła mnie o kilka książek w języku polskim. Wymieniła „Strach” Grossa. I mnie ogarnął strach. Zaczęłam zastanawiać się, czy przypadkiem nie rozdrapałam zagojonych ran?!
Lecąc w czerwcu 2008 roku do Izraela, zapakowałam książki dla Hani. Byłam zadowolona, że mogę Jej sprawić radość. Znowu ją zobaczę, uścisnę, przytulę. Tak było.
Gdy byłam już w domu, a był to koniec czerwca, zadzwonił do mnie Lucjan. Jego głos był inny, smutny. Przysiadłam na krześle. Czułam, że nie ma dla mnie dobrych wiadomości.
Dziś, podczas mrozu, zawiązuje wokół szyi szalik z białej wełny, który podarowała mi Hania. Gdy mam na ręce zawieszoną bransoletkę z pereł, prezent od Hani, myślę o niej. Lucjan dzwoni do mnie bardzo często. Hania jest w naszych rozmowach, jest w naszych sercach. Nie wiem tylko, czy zdążyła przeczytać książki.

W tydzień po jej śmierci, napisałam wiersz pt: ”Hania”, poświęcony Hani Zaks zd. Kaliska.

„ Hania”

Dedykuję Hani Zaks, zd. Kaliska

Mówiła ze łzami w oczach
O bólu i cierpieniu
Mówiła o strachu. Mama była głodna i taka słaba.
Cichutko szeptała słowa modlitwy.
Prosiła o kawałeczek chleba.
Mówiła do ludzi.
Mówiła do ludzi.

Hania w Oświęcimiu. Hania w Bersen-Belsem.
Hania młoda dziewczyna.
Zapomniała o słońcu, zapomniała o uśmiechu.
Drżała, niewinna, drżała z rozpaczy.

Mówiła ze łzami w oczach o bólu,
O swoich pięknych włosach.
Mówiła o strachu, o gryzących wszach i o brudzie.
Łzy kapały po Jej zapadniętych policzkach.
Mówiła do mnie.
Mówiła do ludzi.

Włocławek, 05-07-2008
Mirosława Stojak



Copyright  ©  Mirosława Stojak | Strona stworzona i utrzymywana przez portal NaszWłocławek.pl